“No to lipa”, czyli copywriting nie po polsku

Piszemy w 12 językach obcych. Współpracujemy z kilkudziesięcioma native speakerami, którzy każdego miesiąca przygotowują dla naszych klientów setki tekstów marketingowych i PR-owych. I to nawet nie łącznie. Jak nam się udaje zapanować nad tą istną wieżą Babel?

Wszystko zaczęło się od potrzeby. Dla jednego z naszych klientów musieliśmy przygotowywać teksty w języku niemieckim, a następnie czeskim. Później nastąpił efekt kuli śnieżnej i obecnie piszemy również po angielsku, słowacku, węgiersku i rumuńsku. Ale tajemnic nie ma przed nami także chorwacki, słoweński, serbski, francuski, rosyjski i ukraiński.

Co jest ważne na co dzień we współpracy z tak różnorodną grupą osób? Jakie nieporozumienia się zdarzają? Co jest trudne, a co sprawia, że mamy lepszy dzień?

Z kim pracujemy?

Metodą prób i błędów udało nam się stworzyć całkiem dobrze funkcjonujący, multikulturowy zespół. Stawiamy na osoby, które przede wszystkim potrafią PISAĆ dobre, marketingowe, PR-owe teksty. A także wiedzą, że SEO to nie nazwa stacji kosmicznej. “Pisać” w tym przypadku to słowo klucz. Najgorsze co może być to dosłowne tłumaczenie albo po prostu tłumaczenie. Takie teksty muszą być spójne z wizerunkiem firmy i oczywiście powinny być przyjemne w odbiorze.

Kontrolowany chaos

Jak wygląda nasza codzienność? Pracujemy na krótkich deadlinach. Czasami zdarzają się dłuższe, ale one są po prostu ulokowane między tymi krótkimi. I do tego coś, co lubimy najbardziej – asapy (czyt. zrobione na już). Znacie takie sytuacje kiedy układacie zadania jak przysłowiowy domek z kart, wydaje Wam się, że ze wszystkim się wyrobicie  i nagle zdarza się coś, co ten porządek psuje. My to mamy na co dzień. Czy sobie z tym radzimy? Oczywiście. Czy jest łatwo? Nie zawsze.

Fot. pixabay.com

Nasi native speakerzy to freelancerzy. Niektórzy z nich dużo podróżują i często się przemieszczają. Zdarza się, że do jednej osoby mamy kilka numerów kontaktowych, a każdy z nich działa w innym kraju. Jak zatem wygląda codzienna komunikacja? Poza standardowymi mailami, w ruch idą: google hangouts, messenger, what’s app, telefony i poczciwe sms-y. Wszystko zależy od preferencji danej osoby i od tego, gdzie się aktualnie znajduje.

Mimo że wypracowaliśmy sobie całkiem dobry system komunikacji, nie raz zdarzało się, że chwilę przed ważnym deadlinem pojawiały się sytuacje (niekiedy losowe), na które nie zawsze mieliśmy wpływ, a które mogły zawalić termin:

– nagły brak internetu,

– brak zasięgu,

– laptop zostawiony w kawiarni,

– awaria komputera,

– chodzenie po górach w celu znalezienia zasięgu (z różnym skutkiem),

– piorun uderzający w dom,

– usunięcie tekstów z innego języka, przy wklejaniu swojej wersji,

– sytuacja “no to lipa”, czyli zapomnienie o terminie (“No to lipa” czyli reakcja jednego z naszych native speakerów na telefon z przypomnieniem o upływającym terminie).

To tylko wierzchołek góry lodowej. Co nas ratuje w takich sytuacjach? Back-upy, szybka reakcja i… szczerość z klientem.

W lingwistycznej pułapce

Pewnie się zastanawiacie, jak sprawdzamy te wszystkie teksty. Czy mówimy w tych 12 językach? Nie. Czy przepuszczamy wszystkie teksty przez Google Translate? Nie. (Chociaż nie ukrywamy, że w skrajnych przypadkach to się przydaje). Wszelkie próby sprawdzania czegoś w języku, którego nie znamy nie kończyły się dobrze. Autorka tego tekstu sama kiedyś prawie w gorączce dzwoniła do czeskiej native speakerki, twierdząc, że w przesłanym tłumaczeniu jest błąd. Bo powinien być “maj”, a był “kwiecień”. Tak naprawdę był “květen”, czyli czeski “maj”. Dlatego czasami po prostu warto zaufać.

I prawda jest taka, że ewentualne błędy/niedopatrzenia i ich poprawianie to dodatkowy czas, jaki nasi native speakerzy muszą poświęcić na realizację danego zadania. A tych wymagamy zawsze w trybie ekspresowym, co dla niektórych oznacza niekiedy zatrzymywanie się pośrodku niczego i szukanie zasięgu.

——————————————————————————————————————–

Także jeśli szukacie kogoś, kto przygotuje po prostu dobre teksty marketingowe, niekoniecznie szybko, ale na pewno dobrze, to wiecie, gdzie nas szukać.

Wróc do strony głównej bloga

DAWNIEJ ... I DZIŚ

Blogujemy dla Was :)

Zaufali nam

Partnerzy

FreshMail.pl