Naszym okiem: o przewinieniach sklepów internetowych słów kilka

W naszej pracy research i analiza są na porządku dziennym. Jakiś czas temu, w trakcie przekopywania się przez setki sklepów internetowych nasze oczy, z witryny na witrynę, otwierały się coraz szerzej. Sprawdźcie, co takiego wzbudziło nasze zdumienie i czego – naszym zdaniem – nie powinno się robić.

Profesjonalny tłumacz… Google?

Fot. www.fotolia.com

Wszyscy dobrze wiemy, że chcąc sprzedawać produkty na rynku innym niż polski (lub klientom niepolskojęzycznym) po prostu trzeba mieć stronę internetową przynajmniej w języku angielskim. To jest podstawa. Jakie grzechy popełniają właściciele sklepów internetowych na tym polu? Teksty na stronach są przetłumaczone częściowo, tzn. nasz gość z zagranicy dowie się kim jesteśmy, jakie kategorie produktów sprzedajemy, ale niekoniecznie zdobędzie niezbędne informacje o samym produkcie, bo opis z niezrozumiałych przyczyn zostawiono w języku polskim. Wierzcie nam, to nie zdarza się rzadko. Grzechem najcięższym jest jednak umieszczenie wtyczki… google translate na stronie. Wtedy oczywiście problem “niedotłumaczonych” tekstów znika i o parametrach lampy możemy poczytać po angielsku, niemiecku, hiszpańsku, a nawet w hindi…. Ale… No właśnie. Po pierwsze źle to wygląda, po drugie wszyscy wiemy, że Google nie jest najlepszym tłumaczem.

Dlatego, jeśli już decydujemy się na stworzenie strony w obcym języku, zainwestujmy w dobrze przetłumaczone teksty i ładne opisy produktowe, dostosowane do potrzeb odbiorców danego rynku. To się naprawdę opłaci.

Dobry copywriting to podstawa… Nie zawsze

Zgrabne opisy produktów, opisy kategorii, opis działalności firmy, jednym słowem dobra treść jest czymś, bez czego nie wyobrażamy sobie dobrze przygotowanego sklepu internetowego. Nie od dziś wiadomo, że Google lubi treści. A dokładniej – unikalne treści. I z tym jest problem. Często firmy nie chcąc zainwestować w nowe opisy, wykorzystują to, co znajdą na opakowaniu, na ulotce (prawdziwa plaga w aptekach online) czy jeszcze gorzej, na stronie producenta czy u konkurencji (tak, mamy tu na myśli “kopiuj-wklej”). Nie dość, że wygląda to po prostu źle to Google skutecznie potrafi dać po… pozycji w wynikach wyszukiwania.

Dlatego warto wykrzesać z siebie odrobinę kreatywności i obudzić w sobie mistrza pióra lub skorzystać z usług content marketingu. Chociaż mamy wrażenie, że tej pierwszej niektórzy mają aż zanadto. Spójrzcie na nasz ulubiony przykład: 

Co jeszcze nas razi? Silenie się na ekspercki ton, tam, gdzie nie jest to potrzebne. Warto używać prostszych słów i wyrażeń, takich które będą łatwe w odbiorze i pozwolą na szybkie przyswojenie informacji o ofercie. Piszmy w myśl zasad prostej polszczyzny: prosta forma, klarowne myśli i szczere zamiary.

My tu gadu-gadu i nagle pojawia się Facebook

Ten śródtytuł stanowi w zasadzie idealne podsumowanie ostatniego punktu. Naszego ulubionego. Wierzcie nam lub nie, ale wciąż jest mnóstwo, naprawdę mnóstwo firm, dla których jednym z głównych narzędzi komunikacyjnych (poza telefonem i mailem) jest komunikator Gadu-Gadu. Żółte lub czerwone słoneczka wraz z odpowiednim numerem przy imieniu i nazwisku osoby kontaktowej nie są dla niektórych niczym dziwnym.

W dobie chatbotów i Messengera takie rozwiązanie jest co najmniej zastanawiające. Chociaż możemy jesteśmy w błędzie. W końcu Gadu-Gadu wraca do Polski…

Wróc do strony głównej bloga

DAWNIEJ ... I DZIŚ

Blogujemy dla Was :)
SKŁADNIKI:
  • 100% indywidualnego podejścia do Klienta
  • Pięć łyżek stołowych nowoczesnej komunikacji
  • Garść profesjonalizmu
  • Szklanka kreatywności
  • Efekywność
  • Energia
  • Wiara w sukces
  • Zaufanie
WYKONANIE:
Odpowiednie połączenie składników

Zaufali nam

Partnerzy

FreshMail.pl